Młode Talenty.
Informacje ogólne:
"Młode Talenty" to jedyna impreza, gdzie może wystąpić grupa heavy metalowa, recytatorzy poezji, akrobaci..." - tak pisała prasa po IX edycji konkursu w styczniu 2002r.
Pomysłodawczyni i organizatorka "Młodych Talentów" - bibliotekarka II LO im. C.K. Norwida w Tychach - Elżbieta Cimr.
Konkurs trwa od 1991 roku , od 1994 roku młodzież zmaga się przed profesjonalnym jury na deskach Teatru Małego w Tychach. W 2000 roku Prezydent Miasta Tychy objął patronatem nasz konkurs. Co roku laureaci konkursu dają koncert dla mieszkańców miasta. Od 1999 roku zachęcamy młodzież szkół podstawowych (obecnie gimnazja) do uczestnictwa w koncercie laureatów "Młodych Talentów", aby wybierając się do szkoły średniej, mieli na uwadze również swoje pasje i uzdolnienie artystyczne, które to znajdą właśnie w II LO im. C.K. Norwida w Tychach.
Zasady konkursu:
Uczestnik konkursu prezentuje swoje uzdolnienia artystyczne w różnych dziedzinach:
- poezja śpiewana, piosenka
- recytacja poezji (w tym własnej)
- formy plastyczne (rysunek, rzeźba, fotografia itp.)
Podczas konkursu w roku 2005 brali udział nie tylko licealiści ale także gimnazialiści.
Historia konkursu:
Wszystko zaczęło się w szkolnej bibliotece w 1991 roku. Narodził się tam pomysł zrobienia konkursu, w którym uczniowie liceum mogliby odsłonić przed publicznością swoje artystyczne oblicza. Najpierw powoli na prowizorycznej scenie sali gimnastycznej, a potem w koncertach laureatów na scenie Teatru Małego w Tychach. W miarę upływu czasu konkurs "Młode Talenty" całkowicie przeniósł się do teatru, co zwiększyło jego atrakcyjność. Wysokie nagrody zmobilizowały wykonawców do staranniejszego dobierania repertuaru, często tworzenia własnych kompozycji muzycznych, wierszy, czy nawet kabaretów, podnosząc znacznie poziom artystyczny. Wkrótce konkurs został zakwalifikowany do imprez kulturalnych miasta Tychy, a patronat objęła pani Prezydent Anna Kolny.
Zamierzeniem organizatorów zawsze była chęć ukierunkowania zainteresowań uczniów konkurs mógł się okazać sposobem na nudę, możliwością lepszego spędzania czasu. Wielu występującym uczestnictwo w nim umożliwiło dalszą drogę rozwoju artystycznego.
40 lecie Norwida.
"Syn minie pismo, lecz ty wspomnisz wnuku".Żyjący ponad sto lat temu Cyprian Kamil Norwid tymi właśnie słowami wyraził nadzieję, że nadejdą w końcu czasy, kiedy zostanie doceniony. Że nadejdą, choćby i miało minąć kilka pokoleń... Jego marzenie spełniło się, czego najlepszym dowodem jesteśmy my, późne wnuki, chodzący do II Liceum Ogólnokształcącego, ochrzczonego jego właśnie imieniem...
Choć budynek szkoły powstał nieco wcześniej, jako SP nr 4, jako liceum zaczął funkcjonować w roku 1963. Wtedy to pierwsze dwie klasy rozpoczęły w niej naukę. Dziś- 40 lat później jest nas już o wiele więcej. Poza tym Norwid ma już na swoim koncie całe rzesze absolwentów...
Uroczystości czterdziestolecia zaczęły się od ulicznego biegu Kruczkowski- Norwid. Uczestników było niewiele, była to bowiem dopiero pierwsza tego typu impreza, a jeszcze do tego dzień był wietrzny i deszczowy. Brali w niej za to udział uczniowie i absolwenci obu szkół, a także ludzie z poza nich. Rywalizacja była zacięta, a atmosfera bardzo przyjemna. Po przebyciu trasy mierzącej jakieś 4700 metrów uczestnicy zostali ugoszczeni w Norwidzie, gdzie odpoczywając czekali na rozdanie nagród. Wygrać można było śpiwory, torby sportowe i piłki do nogi, siatki czy kosza.
Najważniejsze uroczystości przewidziane zostały jednak na 10 i 11 października 2003 roku. Starsze roczniki absolwentów, nauczyciele i ludzie zasłużeni dla szkoły dostali zaproszenia do teatru. Zanim się tam jednak udali cała norwidowska brać mogła uczestniczyć w uroczystej, koncelebrowanej Mszy Świętej w kościele p.w. św. Marii Magdaleny, odprawionej w intencji obecnych i byłych uczniów oraz naszego grona pedagogicznego. Na Mszy obecne były również delegacje z pierwszego i czwartego L.O. Po Mszy zaproszeni goście udali się do Teatru Małego, gdzie odbył się dalszy ciąg uroczystości. Po odśpiewaniu hymnu naszej szkoły "Okujmy w siłę i blask...", przedstawieni zostali goście honorowi, nastąpiło całe mnóstwo podziękowań, przyznano też odznaki Osy. Następnie przypomniano barwną i ciekawą historię naszej szkoły, po czym absolwenci i obecni uczniowie naszej szkoły zaprezentowali swoje siły w różnych dziedzinach sztuki... Na koniec tej części programu jedna z czwartych klas wystawiła humorystyczną wersję Mickiewiczowskich Dziadów.
O 18 nastąpiły dalsze uroczystości- na deskach Teatru Małego odbył się koncert laureatów norwidowskich "Młodych Talentów" z wszystkich jego edycji.
Następnego dnia na szkolnym boisku o godzinie 14:00 rozbrzmiała muzyka i rozniósł się zapach pieczonych kiełbasek. Wszędzie pełno było ludzi, starych i młodych norwidowców i innych ludzi, spragnionych dobrej zabawy. Korytarze szkolne pełne były prac absolwentów wystawionych na aukcję, sala gimnastyczna zamieniła się w restaurację. Wszędzie słychać było gwar i śmiech. Zabawa trwała w najlepsze do wieczora, kiedy to zakończyły się uroczystości związane z obchodami 40lecia istnienia naszego liceum. Za kilka lat czekają nas następne "okrągłe" jubileusze, a teraz historię tworzymy my... Przez Norwid przeszły już całe pokolenia, kto wie może trafią tam i nasze dzieci J Pamiętajmy, że czas spędzony w liceum, to coś, do czego potem wraca się myślami niejednokrotnie... Przejdźmy więc przez nie tak, by na stare lata było co wspominać!
Uczniowska wymiana Polska - Austria 2004/2005.
Rewizyta Austriaków w naszej szkole dobiegła już końca. Austriaczki wyjechały, ku rozpaczy chłopców (nazwisk nie wymienię), którzy zauroczyli się w nich po uszy. I ku rozpaczy naszej, tj. uczestników wymiany. Nie dość bowiem, że wyjechały nasze zagraniczne przyjaciółki, to jeszcze po dwóch wspaniałych, intensywnych, a przede wszystkim wolnych od szkoły dwunastu dniach, znów musieliśmy wrócić do zadań, nauki i sprawdzianów. A mając za sobą tyle cudownych wspomnień i prawdziwy, szczery brak chęci nie było to łatwe...
A jeszcze całkiem niedawno to my byliśmy tam, w Austrii, gościliśmy w austriackich domach, przemierzaliśmy austriackie miasta. Całkiem niedawno po raz pierwszy spotkaliśmy Austriackich uczniów, pełni byliśmy obaw i nadziei dojeżdżając do Hartberskiej szkoły. A teraz dziewczyny wraz ze swoimi nauczycielami pojechały już do domu, zostawiając nam już tylko wspomnienia.
Choć sama współpraca nie skończyła się jeszcze, skończył się okres wzajemnych wizyt. Teraz czeka nas jeszcze tylko współpraca na odległość, będziemy pracować nad produktami końcowymi naszej wymiany: kasetą i kalendarzem na rok 2006, który dostanie każdy uczestnik.
Styrie odwiedziliśmy na początku listopada 2004 roku. Większość z nas bawiła się tam wspaniale i prędko zaprzyjaźniła się z rodzinami, u których mieszkała. Szkoła, w której gościliśmy bardzo różniła się od naszej, nie tylko wielkością, ale i zakresem nauczania. Uczniowie, z którymi współpracowaliśmy, kształcili się, by w przyszłości zostać nauczycielami w przedszkolu. Szkoła ta w zupełności wystarcza do tego, nie trzeba kończyć, tak jak w Polsce studiów, po zdaniu matury uczniowie więc muszą już tylko znaleźć pracę.
Wizyta w Styrii była dokładnie zaplanowana. Odwiedziliśmy Graz, Wiedeń i Riegesburg, gdzie znajdował się zamek czarownic, oglądnęliśmy musical "Elizabeth", spotkaliśmy się z prezydentem Styrii, przedstawicielami parlamentu i ONZtu, byliśmy w parku wodnym i kinie. Zorganizowano nam też kilka wykładów związanych z tematem wymiany ("rodzina Śląska i Styryjska dawniej i dziś") oraz dwujęzyczną niedzielną Mszę, którą odprawił przesympatyczny ksiądz Maciek Trawka. I gdzie na koniec śpiewaliśmy "Czarną Madonnę". Choć prawdę mówiąc nieszczególnie znaliśmy tekst...
W przedostatni dzień naszej wizyty w Austrii odbył się pożegnalny "Europafest". Uczniowie z Austrii śpiewali, grali... tańczyli też w tradycyjnych brązowych spodenkach i kapeluszach, co bardzo nam się podobało.
Przygrywała nam też kapela ludowa, przy dźwiękach, której pani Natalia Nowak tańczyła z ichniejszym profesorem tańca, a pani Kasia Kropka z profesorem Trskiem- nauczycielem biorącym udział w wymianie. My również nie byliśmy gorsi- zagrałam polonez Chopina, a potem razem z dziewczynami przy akompaniamencie gitar zaśpiewałyśmy "Wehikuł czasu"- musieli poznać przecież przebój Dżemu!!! Profesor Trsek wygłosił przemówienie, a pani Barbara Gajda wraz z panią Natalią podziękowały pięknie w dwóch językach za cały pobyt i mile spędzony czas. No i następnego dnia pojechaliśmy do domciu, z samego ranka. A gdy przed południem dojechaliśmy do Wiednia i dostaliśmy trochę czasu wolnego, nie posiadaliśmy się ze szczęścia. I spędziliśmy go pożytecznie, w sklepach i kawiarniach. Niestety dwie godziny, które nam dano minęły zbyt szybko...
Wróciliśmy późnym wieczorem, a już następnego dnia część z nas poszła do szkoły. Nie był to radosny powrót, ale nie było tak źle- obowiązywał nas w końcu okres ochronny. Dwutygodniowy:) ! Niestety i ten czas szybko minął, chodziliśmy więc do szkółki, uczyliśmy się, a siły dodawała nam nie tak daleka perspektywa rewizyty. Minęły Święta, zaczął się Nowy Rok. Aż w końcu nadszedł upragniony czas...
7 lutego w naszej szkole panowała prawdziwa nerwówka. W końcu po południu mieli przyjechać austriaccy gościa, a niektórzy do ostatniej chwili nie wiedzieli czy ktoś do nich przyjedzie, czy szykować pokój (i lodówkę) na wizytę gościa. Sam przyjazd też opóźnił się, i to nawet całkiem sporo. To było jednak zasługą złej pogody i fatalnych warunków drogowych, a nie złej organizacji... Nie będę więc dodatkowo narzekać.
Mimo początkowych problemów dwanaście wspólnych dni znów minęło przyjemnie i bardzo szybko- za szybko. Odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc- zarówno wspólnie, jak i każdy we własnym zakresie... Austriacy zobaczyli Katowice, Kraków: Wawel, Kazimierz, Wieliczkę i oczywiście całą masę sklepów, Oświęcim i Jasną Górę. No i oczywiście Tychy- z przewodnikiem Rynek, z nami- kafejki, puby czy lodowisko.
Wszelkie nasze obawy, że Polska okaże się dla Austriaków mało interesująca również były zbędne. Austriaczki nie tylko dziwiły się na prawo i lewo, to naszym miastom, to zwyczajom, to ilością osób na niedzielnej Mszy Świętej. Wiele rzeczy naprawdę się im spodobało!
Zachwycone były Krakowem, Rynkiem czy Sukiennicami. Bardzo mile zaskoczyły ich maniery naszych chłopców. Trudno im było uwierzyć, gdy przepuszczali je w drzwiach, czy proponowali pomoc w dźwiganiu ciężarów. Setki razy powtarzały też, że u nich coś podobnego w ogóle nie ma miejsca (tak więc chłopcy: nie zepsujcie sobie tej dobrej opinii...). Dobre wrażenie zrobiły na nich Młode Talenty, w szczególności nasi brakedancesowcy. Podobały im się też w końcu nasze ceny, do domu zabrały więc całą masę nowych ubrań, butów, jak i "artykułów spożywczych" (jak na przykład nasze Tyskie czy śląską kiełbasę...). Zainteresowane były także Oświęcimiem, i choć mówiły, że spodziewały się czegoś gorszego, to i tak były szczerze wstrząśnięte... Nie podobały im się jedynie Katowice, (czemu się jakoś szczególnie nie dziwię. Na prawdę nie mieliśmy już o czym mówić, wspominając, że w familokach mają jedną łazienkę na piętro...) oraz to, że większość WCtów w miejscach publicznych jest płatna i (użyjmy delikatnego słowa) zaniedbana. Ale w porównaniu do pozytywnych wrażeń, to chyba niewiele...
Wyjazd Austriaków opóźnił się prawie tak samo, jak ich przyjazd. Zamiast o dziewiątej rano wyjechali przed jedenastą. To jednak wyszło nam na dobre- mieliśmy jeszcze dla siebie trochę czasu, mogliśmy jeszcze raz porządnie się pożegnać i pochlipać. A płakały nawet najtwardsze osoby! A potem, kiedy Austriacy zniknęli we wnętrzu autokaru, machaliśmy sobie ze wszystkich sił, dopóki nie zniknął on, skręcając w stronę Radziejówki. Gdy zniknął w oddali, wszyscy ze smętnymi minami rozeszliśmy się do swoich spraw...
Dziewczyny wyjechały, zabrały ze sobą mnóstwo wspomnień, ale drugie tyle zostawiły po sobie. Niektórzy już poumawiali się na wakacje, mailujemy, piszemy, dzwonimy, tęsknimy... Mamy nadzieję, że niejedna z tych przyjaźni przetrwa. I to nie tylko okres współpracy, ale może i liceum. A kto wie? Może jeszcze dłużej...
Dzień Przedsiębiorczości.
10 marca tego roku obyła się kolejna edycja ogólnopolskiej akcji "Dzień Przedsiębiorczości". Na czym polega "Dzień Przedsiębiorczości"?
Jest to inicjatywa polegająca na tym, iż życzliwe firmy i instytucje przyjmują w konkretnym dniu (w tym roku był to 10 marca) uczniów na kilku godzinne spotkania, podczas których młodzi ludzie uzyskują informacje o pracy w danym zakładzie. Konkretnie wygląda to tak: uczeń opisuje w kwestionariuszu uczestnika swoje zainteresowania dotyczące przyszłej pracy, następnie szkolni koordynatorzy odnajdują firmę lub instytucję, która najlepiej odpowiada zainteresowaniom ucznia. Jeśli dany zakład się zgodzi na przyjęcie młodego człowieka, to wtedy idzie on w wyznaczonym dniu do tego zakładu i tam zapoznaje się z warunkami pracy, z wymaganiami jakie stawia firma, z umiejętnościami jakie trzeba posiadać i z innymi informacjami dotyczącymi danej pracy. W tym roku niestety dowiedzieliśmy się o całej akcji dość późno, ale mimo to udało nam się zorganizować spotkania dla 70 uczniów naszej szkoły. Cieszy nas to, ponieważ po raz pierwszy organizowaliśmy w Norwidzie "Dzień Przedsiębiorczości".
Mamy nadzieję, iż w przyszłym roku uda nam się zaangażować w akcję większość uczniów Norwida, a kto wie...może całą szkołę? Poczekamy zobaczymy...
Więcej informacji o "Dniu Przedsiębiorczości" można uzyskać na stronie:
www.junior.org.pl/dp